Czarny ogród – wyjazd odwołany

Czarny-ogrod-Plakat

Kiedy nawet Anioły zaczynają kłócić się o Śląsk, sprawa musi być poważna. Zwłaszcza jeśli – korzystając z ich nieuwagi – pewien Ślązak postanowił uciec z raju i wrócić do domu… Tak rozpoczyna się niezwykła opowieść o Giszowcu i Nikiszowcu – dwóch magicznych dzielnicach Katowic, które nieustannie intrygują swoim charakterem oraz tkwiącymi w nich tajemnicami. Opowieść o mieszkających tu ludziach, których losy splatają się ze sobą, tworząc niepowtarzalny kalejdoskop wrażeń i znaczeń. Od zepsutego powozu Georga von Giesche, przez plany urbanistyczne braci Zillmannów i mistyczne obrazy Teofila Ociepki, aż po zakład fryzjerski Ludwika Lubowieckiego – historia pędzi niczym karuzela, a zatrzymuje się tylko na chwilę, by jedni mogli na nią wsiąść, a inni z niej zejść…

„Czarny ogród” Małgorzaty Szejnert, czyli kultowy reportaż o katowickich dzielnicach, został przeniesiony na scenę Teatru Śląskiego i jest częścią jubileuszu 150. urodzin Katowic. Wariację sceniczną przygotował Krzysztof Kopka pisząc dialogi dla postaci, które gra prawie cały zespół Teatru Śląskiego. Jacek Głomb, uznany w środowisku teatralnym reżyser i specjalista od lokalnych opowieści, po raz pierwszy dotyka śląskiej tematyki. Sam przyznaje, że podczas prac nad spektaklem musiał zmierzyć się z kilkoma stereotypami. Jaki efekt przyniesie takie „zewnętrzne” spojrzenie na naszą kulturę i historię? Po 150 latach niełatwych dziejów warto stanąć przed lustrem i spojrzeć na siebie z dystansem, by znaleźć w sobie coś nowego, do tej pory niezauważanego. By przyjrzeć się Katowicom na nowo.

Przedstawienie robi duże wrażenie, jest piękne, barwne, bogate, ale bardzo różne niż książka. To jest oczywiste, bo to inna forma. Jest bardzo wiele fragmentów, które właściwie są dziełem pana Krzysztofa Kopki, ale które bardzo ładnie wiążą ten materiał i dają taki poetycki lot. Mój tekst jest raczej tekstem dokumentalnym, nie ma wiele poezji w nim, a w tym przedstawieniu to jest. Moim problemem jest to, w jakim stopniu to wszystko, co jest pokazane na scenie jest zrozumiałe. Czy widz nie gubi poszczególnych postaci i wątków, czy potrafi z tego stworzyć jakąś całość – ja tego nie wiem. Sama nie potrafię tego ocenić. Ja jako autorka, która cały ten materiał doskonale zna, wszystko rozumiem, co jest na tej scenie, ale nie wiem, w jakim stopniu łapie to wszystko widz. To się sprawdzi w praniu.

Małgorzata Szejnert w komentarzu dla „Dziennika Zachodniego”

W Teatrze Śląskim dokonano rzeczy niemożliwej – przełożono na język teatru monumentalny, prawie 500-stronicowy reportaż historyczny o Giszowcu i Nikiszowcu „Czarny ogród”, pióra Małgorzaty Szejnert. Niemożliwej – bo rzecz dotyczy okresu prawie 200 lat, jest najeżona datami, miejscami, nazwiskami, jej dokładność przypomina pracę naukową. (…)

W tym spektaklu główną rolę grają aktorzy, nie scenografia, światła, muzyka czy efekty specjalne. A aktorzy ze Śląskiego dają z siebie wszystko. Widać i czuć, że świetnie czują ten temat. Brawa należą się całemu zespołowi, bez niego to na pewno by się nie udało. W pamięć zapadają role Andrzeja Warcaby, którego ksiądz Dudek przypomina ołowianego żołnierzyka, Dariusza Chojnackiego jako Alberta-Wojtka Badurę, rozczarowanego Polską muzyka pogrzebowego, Anny Kadulskiej jako jego żony.

„Dziennik Zachodni”

Za co bezapelacyjnie należą się pochwały reżyserowi, to stosunek do bohaterów. Jest wobec nich życzliwy, traktuje ich poważnie, choć nie stroni również od pokazywania ich gorszej strony. Nie czyni tego jednak w sposób karykaturalny, jak miało to miejsce niejednokrotnie w przypadku spektakli poruszających tematykę Górnego Śląska. Co zastanawiające, z wizji Głomba wyłania się w gruncie rzeczy smutny obraz Ślązaka, a wrażenie to potęguje ciemna strona wizualna spektaklu, złożona z czarnych płacht materiału, urozmaicona jedynie niezbędnymi, drewnianymi elementami. I górniczymi ancugami, które smętnie zwisają nad głowami bohaterów, jako pozostałość po czymś, co już nie wróci.

„Gazeta Wyborcza”

Abstrahując już od samej historii, brawa, brawa i jeszcze raz brawa za samą inscenizację. Począwszy od oszczędnej, prawie niezauważalnej scenografii, którą jest w zasadzie – nomen omen – czarna scena, po wyciosane z drewna rekwizyty, przypominające dziecięce zabawki.(…) Kilka cytatów z Czarnego ogrodu ma szansę wejść do powszechnego użytku. I nie chodzi mi tu tylko o jakieś zapadające w pamięć dialogi, ale także gesty. (…) A to tylko czubek góry lodowej jaką jest tu ruch sceniczny, za który odpowiada Witold Jurewicz. Osobne brawa dla tego Pana, bo wszystko co się dzieje w tej sferze, robi dużo dobrego dla tego spektaklu.
blog Sebastiana Pypłacza

„Czarny ogród” Jacka Głomba nie jest opowieścią historyczną. Mimo, że sporo w nim faktów i odniesień do poszczególnych wydarzeń, to jednocześnie nie ma dat i nie ma dyscypliny faktograficznej. Jest za to szczególny, artystyczny wyraz, na który wpływają właściwie wszystkie elementy składające się na spektakl. Scenografia, muzyka, kostiumy, rekwizyty, ruch sceniczny całości i układy choreograficzne poszczególnych postaci to spójne, zależne od siebie nawzajem, uzupełniające się i poukładane w jedną konsekwentną, urokliwą całość elementy.

„Dziennik Teatralny”

Każda z przywołanych postaci ma własną historię, ich opowieści się zazębiają, uzupełniają, a każda niesie jakąś uniwersalną prawdę. Gdyby nie gwarowa stylizacja, śląskie nazwy i nazwiska, a także nawiązanie do śląskich tradycji muzykowania i chóralnego śpiewu (znakomita muzyka Bartka Straburzyńskiego), to ma się wrażenie, że namiętności i przeżycia bohaterów „Czarnego ogrodu” mogłyby się zdarzyć w każdym miejscu i każdym czasie. Ich droga, bez względu jak kręta czy barwna, kończy się jak wszystkich pozostałych – gdzieś w zaświatach (…) Ani reportażystka Małgorzata Szejnert, ani realizatorzy sztuki opartej na jej książce nie są Ślązakami. Ich spojrzenie na Śląsk jest inne niż twórców stąd się wywodzących. I właśnie ta optyka wyróżnia „Czarny ogród” od innych tzw. śląskich realizacji katowickiej sceny powstałych w Teatrze Śląskim w ramach cyklu „Śląsk święty, Śląsk przeklęty”.

„Rzeczpospolita”

Wyreżyserowany przez Jacka Głomba „Czarny ogród” w Teatrze Śląskim to trzy godziny przywoływania duchów tych, którzy kiedyś pracowali w koncernie górniczo-hutniczym Giesche. Coś na kształt obrzędu „dziadów”, tyle że odbywających się nie na grobach, ale w kopalnianych chodnikach, gdzieś we wnętrzu ziemi (…) Na koniec trudno się rozstać z tymi trochę zagubionymi w wyborach, ale kochającymi swoją ziemię ludźmi.

„Gość niedzielny”

Zapadają w pamięć oniryczne, poetyckie sceny, jak ta z kręcącą się powoli drewnianą karuzelą, która staje się metaforą upływającego czasu.
 
miesięcznik „Teatr”